Ostatnimi czasy w okresie letnim, wakacyjnym miałam kilka takich "grupowych" spotkań, pośród znajomych. Wiadome urodziny, imieniny jakieś drobne wydarzenia, trzeba jakoś wyglądać. Na co dzień raczej się nie maluję, ponieważ nie czuję takowej potrzeby. Jeśli wychodzę na miasto nakładam tylko tusz do rzęs, na twarz nie potrzebuję podkładów ponieważ jak na razie moja cera jest gładka, nie mam żadnych przebarwień ani nic. Więc po co niszczyć swoją buźkę już teraz ?
Przechodząc do tematu postu, postanowiłam dwa słowa powiedzieć od siebie o paletce cieni, którą każdy z Was zna już na pewno. Od dawna o Niej marzyłam a, że nie potrzebuję jakieś drogiej palety to postawiłam na Nude Make Up Kit. Jest to mała standardowa paletka, nudowych cieni idealna do wykonania smoky eyes. Ja na rodzinne spotkania, czy w gronie przyjaciół lekko podkreślałam tylko makijaż delikatnymi cieniami. Jednakże jestem pod wrażeniem, ponieważ bardzo dobrze trzyma się na powiekach, nie zauważyłam aby szybko znikała. Może jedyny minus który u siebie zauważyłam to to, że troszkę przez chwilę na początku pieką mnie oczy, później gdzieś to zanika. Mimo wszystko jestem zadowolona.
Nie będę pokazywać jak cienie wyglądają na powiekach, ponieważ tak jak wspomniałam nie maluję się jakoś profesjonalnie, używam jednego cienia jaśniejszego na powiekę, drugi w załamaniu i tyle mi wystarcza.
czwartek, 29 września 2016
wtorek, 27 września 2016
"Jak bardzo trzeba kochać, by tak walczyć o życie drugiego człowieka"
"Jak bardzo trzeba kochać, by tak walczyć o życie drugiego człowieka"
Co dla Nas dziś znaczy słowo "MIŁOŚĆ" ?
Czy dla miłości zrobimy wszystko ?
Miłość.. jedno słowo, a obraca świat do góry nogami. Kilka lat starań o nowe życie człowieka, gdy się udaje słyszysz najgorszą rzecz, jaka tylko może się pojawić w życiu rodziców. I ta myśl "Co teraz ?"
"Jak bardzo trzeba kochać, żeby walczyć o dziecko wbrew wszystkiemu i wszystkim"
Przedstawiam pewien artykuł, o małym chłopcu który opowiada o Jego ciężkiej chorobie jaką jest SMA ( Rdzeniowy Zanik Mięśni ). Artykuł pochodzi w całości ze strony ohme.pl
"Ile warte jest życie? Ile warte jest życie dziecka? Dziecka narodzonego, które nie przeżyło jeszcze jednego dnia? Dziecka, którego rodzice słyszą: „proszę czekać na najgorsze”, nim ono skończy dwa tygodnie. Dziecka wyczekiwanego przez długich pięć lat starań. Dziecka, które uszczęśliwiło dwoje ludzi.
Ciąża i poród bez komplikacji. Żadnych. Adaś był pięknym i zdrowym chłopcem, ale tylko przez pierwsze trzy dni swojego życia. Nagle przestał się ruszać, jakby zastygł. Lekarz diagnozę postawił od razu, ale oni czekali na badania łudząc się, że może ktoś się pomylił, że może ich syna wcale nie dotknęła choroba, na którą nie ma dzisiaj lekarstwa. Choroba, która w przypadku noworodków jest wyrokiem. Śmierć. Z nią mieli się za chwilę pogodzić. Towarzyszyć swojemu synowi w umieraniu, kiedy on jeszcze nie zdążył się uśmiechnąć, nie zdążył oswoić się ze światem, skosztować go, poznać, poczuć.
Jedno dziecko na pięć tysięcy rodzi się z SMA – rdzeniowym zanikiem mięśni. Statystycznie jeszcze mniej rodzi się dzieci, u których choroba ujawnia się w pierwszych dniach życia. Maksymalnie dwa lata życia – piszą wszędzie. Lekarze Adasiowi nie dawali roku. Choroba zawładnęła jego malutkim i bezbronnym zupełnie ciałem. Choroba na którą dzisiaj nie ma lekarstwa, wszystkie są w fazie eksperymentalnej.
Zostać rodzicem, by za chwilę przestać nim być. Czy jesteś w stanie poczuć te emocje. Tę rozpacz? Bezsilność. „Państwa dziecko umrze”, a ty nie zdążysz pokazać mu swojej miłości. Nie możesz mniej kochać, żeby zmniejszyć ból straty. Bo kochasz już od wielu tygodni, zanim pojawiło się na świecie. Przecież jego serce biło już kilka miesięcy. A teraz słyszysz, że za chwilę już bić nie będzie…
Ile kosztuje życie dziecka?
Tyle, ile są w stanie dać swojej siły, determinacji, wiary i nadziei jego rodzice. Aneta z Tomkiem nie chcieli czekać. Nie chcieli pozwolić wyrwać im syna, na którego tak długo czekali. Ona traciła nadzieję wiele razy. Adaś nie raz umierał jej na rękach. Walczyli o jego oddech, o bicie serca wielokrotnie. Reanimowali go wspólnie. Bo wierzyli, że on nie pojawił się tylko na moment w ich życiu. Że jego życie jest po coś i dopóki oni będą walczyć, on będzie też walczył. Bo to silny chłopiec, bo to typ wojownika. Bo Adam znaczy „człowiek”. I oni nie widzieli w nim choroby, nie krzyczała do nich diagnoza, oni widzieli człowieka, o którego życie postanowili zawalczyć wbrew wszystkiemu i wszystkim.
Nim Adaś skończył dwa tygodnie, lekarze ze Szwecji zaproponowali objęcie go klinicznym leczeniem. Aneta z Tomkiem i Adasiem byli gotowi do wyjazdu, spakowani. Ale stan ich syna pogorszył się na tyle, że odmówiono leczenia.
Nagrali więc filmik z Adasiem. Jak się porusza, jak ssie pierś, jak przełyka. Nie, to nie miał być film do rodzinnego archiwum, to film, który został wysłany do wszystkich klinik na cały świecie, które mogły przypadkiem Adasia się zainteresować, zdecydować się mu pomóc.
Odmówiono jednak leczenia we Francji, a jeszcze później w Belgii. Później ma tu ogromne znaczenie, bo w tej chorobie nie ma czasu. Bo w życiu Adasia nic nie jest tak ważne, jak czas. Czas, którego ma bardzo mało. To czas wygrywa z jego chorobą. Sprawia, że kolejni lekarze odmawiają leczenia, bo Adasia stan jest coraz gorszy. Bo już sam nie przełykał, przestał się ruszać, w końcu przestał samodzielnie oddychać, a tracheotomia oznacza, że Adaś nie ma szans na żadne kliniczne leczenia.
Zamiast wesołego gugania jego rodzice wsłuchują się w maszynę monitorującą jego życiowe parametry… Nie gra tam pozytywka, nie brzęczą nad łóżeczkiem zabawki. Jest chłopiec, który walczy. Także wbrew wszystkiemu i wszystkim.
Jak bardzo trzeba kochać, by tak walczyć o życie drugiego człowieka
Jak bardzo trzeba wierzyć, nawet wtedy, gdy wszyscy wokół mówią: „nie ma szans na leki, w Europie nikt ich nie podaje, są w fazie eksperymentalnej”.
Ale Adasia tata poleciał. Na drugi koniec świata, żeby porozmawiać, żeby sprawdzić, żeby nie gasić ostatniej iskry nadziei na życie jego syna. Znowu wbrew wszystkim. Podanie leku Adasiowi bez zgody lekarzy w Polsce byłoby przestępstwem, byłoby świadomym narażeniem życia dziecka, życia, które już ledwo w nim się tliło.
Lek przez miesiąc stał na półce przy Adasia łóżeczku. Miesiąc czekania i słuchania kolejnych „nie” szpitali, które odmawiały wzięcia odpowiedzialności za podanie leku. „Za duże ryzyko” – słyszeli. A oni nie widzieli ryzyka, ale ostatnią szansę dla swojego dziecka. Kilkadziesiąt szpitali w Polsce. Kilkadziesiąt głuchych „nie” wybijanych każdym jednorazowym biciem serca Adasia.
Jak bardzo trzeba wierzyć i jak bardzo być w tej wierze upartym?
Rodzice Adasia w końcu zapukali do drzwi, za którymi nie było odmowy. Zatliła się mocniej nadzieja na życie. Dla Adasia – jedynego dziecka w Europie został stworzony prywatny eksperyment leczniczy na bazie leków sprowadzanych z Ameryki. Ten silny, waleczny, półroczny chłopiec daje nadzieję innym. Bo jeśli jemu się uda, uda się kolejnym.
Dla Adasia pierwszy zastrzyk podany przed szóstym miesiącem życia to w końcu 20 minut samodzielnego oddychania, to chwytanie zabawki, to obracanie główką. to ssanie smoczka. To chęć poznawania świata jeszcze raz od początku. Tak – na przekór wszystkiemu i wszystkim.
Życie Adasia jest warte tysiące innych żyć dzieci zmagających się z SMA. Może dlatego tak wielu ludzi dobrego serca chce mu pomóc, tak wielu obcych ludzi kibicuje mu, wzrusza się każdym jego ruchem, uśmiechem i spojrzeniem
Do życia potrzebna jest mu pomoc. Nasza pomoc. Lek nie jest refundowany, choć tyle się mówi o ochronie życia dzieci nienarodzonych, tym narodzonym odmawiając jednak pomocy.
Koszt leczenia Adasia to 80 tysięcy złotych co 45 dni. Co 45 dni Adaś powinien otrzymać zastrzyk, a w międzyczasie dostawać leki. Jak długo potrwa leczenie? Nikt nie umie odpowiedzieć. Wiadomo, że za dwa lata lek ma zostać wprowadzony do oficjalnego leczenia SMA. Może wtedy będzie szansa na refundację, może wtedy lek nie będzie Adasiowi już potrzebny. To dzisiaj nie jest ważne. Dzisiaj odliczane są kolejne dni, szanse na kolejny zastrzyk.
Adaś walczy o życie. O swoje życie i życie innych dzieci… Tak, wiem, że po raz kolejny piszę „pomóżmy”. Ale kto ma mu pomóc, jak nie my? Tyle razy udowadnialiśmy, że nasze życie też jest po coś – po to by pomagać bezbronnym, których ktoś tak bardzo kocha i o których walczy.
Podaj dalej historię Adasia.
Jeśli możesz wpłać choćby najmniejszą kwotę na jego leczenie. Wszystkie szczegóły znajdziesz TUTAJ, a losy Adasia możesz śledzić na Facebooku – Razem przeciw SMA – wtedy Adaś radę da i dowiedzieć się jak pomóc TUTAJ.
Źródło postu: KLIK
Źródło zdjęć: KLIK
niedziela, 25 września 2016
Luxury Colour Show
Rzadko zdarza mi się mieć pomalowane paznokcie, gdyż na wsi to kompletnie się nie sprawdza. Zdarza mi się pomalować na weekend, czy na imprezy lub spotkania z przyjaciółmi by jakoś wyglądać. Kiedyś posiadałam tylko 3 kolory, teraz posiadam ich 5. Zdecydowanie moim ulubionym kolorem jest środkowy, czyli czerwień/bordo. Zresztą co widać na zdjęciu po zużyciu. Lakiery trzymają się 3-4 dni na pazurkach, po czym zauważam pościerane końcówki. Niestety nie w każdym lakierze z tej serii jest tak samo.
Zaczynając od lewej strony, jest to efekt "żelowych" paznokci. Potrzeba ok. 3 warst aby ładnie krył.
Utrzymuje się właśnie do ok. 3 dni, ma w sobie coś co powoduje, że schodzi jak "folia".
Różowy kolor, ma w sobie drobinki brokatowe co sprawia, że Jego tekstura jest lekko chropowata, ciężej się go rozprowadza, ciężej się zmywa, i lubi odpryskiwać na drugi dzień.
Bordowy/czerwony to zdecydowanie mój ulubieniec. Po 4 dni dopiero zaczynają się ścierać końcówki. Bardzo łatwo się rozprowadza, tym samym z łatwością go zmyć. Nie pozostawia po sobie przebarwień. Co do warstw, to można pozostać na dwóch, ale warto dla lepszego krycia nałożyć 3 cienkie warstwy.
Beżowy również ulubiony, chodź nieco gęściejszy. Z łatwością się go rozprowadza, potrzeba tu tylko 2 warstwy, nawet jeśli końcówki mu się ścierają, jest cielisty i prawie nie widoczny.
Morski / zielony bardzo ładny odcień na paznokciach, wystarczą dwie warstwy, dobrze się utrzymuje, jednak do Niego potrzeba bazy, ponieważ mocno pozostawia zielony ślad, trudny do zmycia. Nie wygląda to estetycznie.
Zaczynając od lewej strony, jest to efekt "żelowych" paznokci. Potrzeba ok. 3 warst aby ładnie krył.
Utrzymuje się właśnie do ok. 3 dni, ma w sobie coś co powoduje, że schodzi jak "folia".
Różowy kolor, ma w sobie drobinki brokatowe co sprawia, że Jego tekstura jest lekko chropowata, ciężej się go rozprowadza, ciężej się zmywa, i lubi odpryskiwać na drugi dzień.
Bordowy/czerwony to zdecydowanie mój ulubieniec. Po 4 dni dopiero zaczynają się ścierać końcówki. Bardzo łatwo się rozprowadza, tym samym z łatwością go zmyć. Nie pozostawia po sobie przebarwień. Co do warstw, to można pozostać na dwóch, ale warto dla lepszego krycia nałożyć 3 cienkie warstwy.
Beżowy również ulubiony, chodź nieco gęściejszy. Z łatwością się go rozprowadza, potrzeba tu tylko 2 warstwy, nawet jeśli końcówki mu się ścierają, jest cielisty i prawie nie widoczny.
Morski / zielony bardzo ładny odcień na paznokciach, wystarczą dwie warstwy, dobrze się utrzymuje, jednak do Niego potrzeba bazy, ponieważ mocno pozostawia zielony ślad, trudny do zmycia. Nie wygląda to estetycznie.
piątek, 23 września 2016
Lip Balm - Balsam do ust w Kulce / Biedronka
Pewnego jesiennego dnia, podobnej pogody jesiennej, będąc na dorywczej pracy przy roznoszeniu ulotek, potrzebowałam nawilżenia ust. W pobliżu miałam akurat biedronkę, zajrzałam tam ponieważ już wcześniej wiedziałam co mam zamiar zakupić. Jakiś czas wcześniej właśnie zakupiłam sobie balsam do ust w kulce, w zasadzie był to początek roku - jeszcze zima. Był to czekoladowy zapach, był obłędny. Niestety mój pech do gubienia takowych rzeczy jak zwykle się pojawił, i zgubiłam. Później kupiłam kolejny i kolejny po czym znów gdzieś je potrafiłam posiać. I w ten dzień wstąpiłam do Biedronki, i zastanawiałam się z pół godziny jaki zapach sobie wybrać. Postanowiłam wziąć truskawkowy, za jakiś czas wpadł w ręce bananowy, a potem limonka. I takim sposobem stałam się posiadaczką trzech balsamów do ust. Na szczęście ich nie zgubiłam już. Nie sądziłam, że będą takie dobre. Moje usta bardzo polubiły te balsamy, wszelkie spierzchnięcia ustępowały w szybkim czasie.
Na jesienną aurę, deszczowe chłodne i wietrzne dni bardzo dobrze się sprawdziły. Skończyłam wszystkie trzy, i ponownie w lecie kupiłam trzy takie same. Sprawdziły się nawet w upały, gdzie moje usta lubią być suche podczas gorących dni. Zawsze o Nich pamiętam, mogę się nimi smarować wielokroć razy dziennie. Zapach mają obłędny, pachną po prostu jak podane owoce z zapachów, nie czuć tam nic chemicznego. Na długo wystarczają, nawet na bardzo długo. Jeden przy kilku krotnym mizianiu ust dziennie, starcza mi na ok. półtorej miesiąca. Na pewno sięgnę po kolejne. Mam ochotę powrócić po czekoladowy, mandarynkowy i może jeszcze jakiś. Cena takiego balsamu w kulce to ok. 6 zł więc nie jest to jakaś wygórowana cena, biedronka pozytywnie mnie zaskoczyła :)
Na jesienną aurę, deszczowe chłodne i wietrzne dni bardzo dobrze się sprawdziły. Skończyłam wszystkie trzy, i ponownie w lecie kupiłam trzy takie same. Sprawdziły się nawet w upały, gdzie moje usta lubią być suche podczas gorących dni. Zawsze o Nich pamiętam, mogę się nimi smarować wielokroć razy dziennie. Zapach mają obłędny, pachną po prostu jak podane owoce z zapachów, nie czuć tam nic chemicznego. Na długo wystarczają, nawet na bardzo długo. Jeden przy kilku krotnym mizianiu ust dziennie, starcza mi na ok. półtorej miesiąca. Na pewno sięgnę po kolejne. Mam ochotę powrócić po czekoladowy, mandarynkowy i może jeszcze jakiś. Cena takiego balsamu w kulce to ok. 6 zł więc nie jest to jakaś wygórowana cena, biedronka pozytywnie mnie zaskoczyła :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


